„WROGOWIE ESTETYKI”
„Niech ja dorwę sukinkota, który to napisał, to mu nogi urwę przy samej ...!”
Przechodząc ulicami naszej gminy widzimy wiele skutków wandalizmu.
W parkach, na parkingach – połamane ławki. Przy miejscach publicznych, szczególnie szkołach – zepsute ogrodzenia.
Ogrodzenie przy budynku szkoły, Stróże.
Na przystankach – wybite szyby.
Przystanek, Stróże.
Na murach budynków – napisy, szczególnie wulgaryzmy, a także bezsensowne obrazki, którym daleko do sztuki.
Sklepy, Stróże.
Najczęściej sprawcami tych wszystkich szkód są młodzi ludzie, którzy nie mogą znaleźć sobie zajęcia. Po prostu z nudów i dla zabawy niszczą to, co ma służyć nam wszystkim przez długie lata.
Budynek PKP, Stróże.
Niektórzy robią to by zabłysnąć wśród znajomych. Inni ze złości i bezradności. Często chcemy wyładować swoje emocje, a w takiej chwili myślimy: „Rozwalę coś i będzie lepiej!” – jednak to nie rozwiązuje problemu. Nikt nie zastanawia się nad konsekwencjami, które mogą czekać sprawcę, jeżeli trafi w ręce policji. Dużo ludzi nie chce wtrącać się, gdy widzi wandali wypisujących przeróżne wulgaryzmy na murach. Niektórych to nie obchodzi, a inni zwyczajnie się boją. Mimo wszystko nie powinniśmy milczeć. To odpowiednia chwila, by zakończyć tą zabawę! Mówi się: „Zwalczaj przeciwnika jego własną bronią.” – pomimo tego, iż powinni odnieść karę, nie sugerujmy się tą myślą.
Wandalizm jak każde inne wykroczenie jest karany. Jakie kary grożą za takie czyny?
Oto fragment uzyskany z internetowego kodeksu karnego:
„§1. Kto cudzą rzecz umyślnie niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, jeżeli szkoda nie przekracza 250 złotych, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
§ 2. Usiłowanie, podżeganie i pomocnictwo są karalne.
§ 3. Ściganie następuje na żądanie pokrzywdzonego.
§ 4. W razie popełnienia wykroczenia można orzec obowiązek zapłaty równowartości wyrządzonej szkody lub obowiązek przywrócenia do stanu poprzedniego".
Naszym zdaniem trzeba dopilnować, by młodzi ludzie nie dopuszczali się takich czynów, gdyż dorastają w przekonaniu, że nic im za to nie grozi i jest to dobry sposób na wypełnienie wolnego czasu. Uważamy, że to bzdura! Skutki tych wybryków ponosi w pewnym stopniu każdy z nas. Pieniądze, za które naprawiane są zniszczone rzeczy pobierane są m.in. z podatków. Sądzimy, że zdemolowane ulice, przystanki nie są miłe dla oczu. Zastanówcie się nad swoimi czynami, może w porę zmądrzejecie i zrozumiecie.
„Chuligan jak serce – kiedyś bić przestanie"
Blog stworzony dla grupy młodych dziennikarzy - amatorów, członków e-akademii przyszłości, autorów i uczestników projektu OKIEM MŁODYCH, CZYLI BYĆ DZIENNIKARZEM AMATOREM
wtorek, 31 maja 2011
poniedziałek, 30 maja 2011
WSZYSCY MUSIMY CHCIEĆ- INTEGRACJA W PRZEDSZKOLU W STRÓŻACH
„Wszyscy musimy chcieć - jest to warunek powodzenia procesu Integracji w naszym Przedszkolu”.- tak brzmi pełne hasło Przedszkola Integracyjnego im. Fundacji Polsat w Stróżach.
Zastanówmy się jednak:
co to znaczy INTEGRACJA,
na czym ONA polega,
w jakich formach pracy jest widoczna?
Według Słownika wyrazów obcych i trudnych integracja to: „łączenie się jakiś osób, grup(…) tworzenie z nich jednego, jednolitego organizmu, zespolenie się(…).”
Jak jest w przypadku integracyjnego przedszkola w Stróżach?
Wchodząc za bramę placówki widzimy plac zabaw: huśtawki, zjeżdżalnie, karuzele. Już na wstępie dostrzegamy zjednoczenie przedszkolaków, które wesoło i radośnie spędzają czas na świeżym powietrzu
Integracja w Przedszkolu to tworzenie oddziałów, w których są dzieci zdrowe i dzieci z dysfunkcjami. Obecnie stworzone są cztery „drużyny”. W każdej z nich jest 25 dzieci w tym 5 niepełnosprawnych.
W Przedszkolu tworzone są warunki sprzyjające indywidualnemu rozwojowi dziecka poprzez usprawnienie psychiczne i fizyczne.
Zadaniem nauczycieli jest przygotowanie ich do dalszego życia.
Dzieciaki mają między innymi zajęcia plastyczne i muzyczne, uczestniczą w muzykoterapii, plastyko terapii, dogoterapii, hipoterapii, terapii wodnej.
Organizowane są również dla nich zajęcia w sali polisensorycznej, dzieci mogą korzystać z suchego basenu- kształtują i rozwijają przez to swoje zmysły.
W przedszkolu dzieci nie tylko rozwijają się fizycznie, ale także uczą się tolerancji, kultury osobistej, pracują nad swoimi emocjami.
Dzieci niepełnosprawne kształcą w sobie siłę, która pozwala im na normalne życie, nie czują się gorsze od innych.
Podczas spożywania wspólnych posiłków, zabawy, nauki przedszkolaki integrują się.
Dzieci zdrowe uczą się od niepełnoprawnych pokory, pogodzenia z trudnymi sytuacjami. Te z dysfunkcjami natomiast wiedzą, że każdy jest równy i nie ma osób gorszych.
Pytając rodziców o zadowolenie z pobytu dziecka w przedszkolu, odpowiedzi były pozytywne. Opiekunowie bardzo cieszą się, że ich pociechy rozwijają się i mają bardzo dobrą opiekę ze strony wychowawców i pracowników. Przedszkole nie tylko wspiera rodziców, ale także pomaga i doradza.
„- Uśmiech dziecka, jego sukces- to daje radość życia, sens tej pracy”.- powiedziała jedna z Pań nauczycielek.
DROGI RODZICU!!!!
DRĘCZY CIĘ DEZYCJA, GDZIE WYSŁAĆ SWOJĄ POCIECHĘ W WIEKU OD 2 DO 6 LAT? ZNALAZŁEŚ ROZWIĄZANIE!!! FACHOWA OPIEKA, INTEGRACJA Z INNYMI DZIEĆMI, PROFESJONALNE ZAJĘCIA- A TO WSZYSTKO W NIEPUBLICZNYM PRZEDSZKOLU IM. FUNDACJI POLSAT W STRÓŻACH.; )
Magda Tarasek
Sabina Jasińska
Zastanówmy się jednak:
co to znaczy INTEGRACJA,
na czym ONA polega,
w jakich formach pracy jest widoczna?
Według Słownika wyrazów obcych i trudnych integracja to: „łączenie się jakiś osób, grup(…) tworzenie z nich jednego, jednolitego organizmu, zespolenie się(…).”
Jak jest w przypadku integracyjnego przedszkola w Stróżach?
Wchodząc za bramę placówki widzimy plac zabaw: huśtawki, zjeżdżalnie, karuzele. Już na wstępie dostrzegamy zjednoczenie przedszkolaków, które wesoło i radośnie spędzają czas na świeżym powietrzu
Integracja w Przedszkolu to tworzenie oddziałów, w których są dzieci zdrowe i dzieci z dysfunkcjami. Obecnie stworzone są cztery „drużyny”. W każdej z nich jest 25 dzieci w tym 5 niepełnosprawnych.
W Przedszkolu tworzone są warunki sprzyjające indywidualnemu rozwojowi dziecka poprzez usprawnienie psychiczne i fizyczne.
Zadaniem nauczycieli jest przygotowanie ich do dalszego życia.
Dzieciaki mają między innymi zajęcia plastyczne i muzyczne, uczestniczą w muzykoterapii, plastyko terapii, dogoterapii, hipoterapii, terapii wodnej.
Organizowane są również dla nich zajęcia w sali polisensorycznej, dzieci mogą korzystać z suchego basenu- kształtują i rozwijają przez to swoje zmysły.
W przedszkolu dzieci nie tylko rozwijają się fizycznie, ale także uczą się tolerancji, kultury osobistej, pracują nad swoimi emocjami.
Dzieci niepełnosprawne kształcą w sobie siłę, która pozwala im na normalne życie, nie czują się gorsze od innych.
Podczas spożywania wspólnych posiłków, zabawy, nauki przedszkolaki integrują się.
Dzieci zdrowe uczą się od niepełnoprawnych pokory, pogodzenia z trudnymi sytuacjami. Te z dysfunkcjami natomiast wiedzą, że każdy jest równy i nie ma osób gorszych.
Pytając rodziców o zadowolenie z pobytu dziecka w przedszkolu, odpowiedzi były pozytywne. Opiekunowie bardzo cieszą się, że ich pociechy rozwijają się i mają bardzo dobrą opiekę ze strony wychowawców i pracowników. Przedszkole nie tylko wspiera rodziców, ale także pomaga i doradza.
„- Uśmiech dziecka, jego sukces- to daje radość życia, sens tej pracy”.- powiedziała jedna z Pań nauczycielek.
DROGI RODZICU!!!!
DRĘCZY CIĘ DEZYCJA, GDZIE WYSŁAĆ SWOJĄ POCIECHĘ W WIEKU OD 2 DO 6 LAT? ZNALAZŁEŚ ROZWIĄZANIE!!! FACHOWA OPIEKA, INTEGRACJA Z INNYMI DZIEĆMI, PROFESJONALNE ZAJĘCIA- A TO WSZYSTKO W NIEPUBLICZNYM PRZEDSZKOLU IM. FUNDACJI POLSAT W STRÓŻACH.; )
Magda Tarasek
Sabina Jasińska
Żeby tylko było kurde…
Nerwy, stres, ubogie słownictwo, chęć bycia lubianym... czyli jakie są przyczyny wulgaryzmów w naszej lokalnej społeczności? Aby naświetlić ten problem postanowiłyśmy rozejrzeć się w jednej z miejscowości leżącej
w powiecie nowosądeckim.
Podczas spaceru, pobytu w sklepie oraz pubie, starałyśmy się policzyć, ile wulgaryzmów padnie w czasie rozmów.
Pierwszym miejscem był sklep, gdzie podczas robienia zakupów przysłuchiwałyśmy się rozmowie grupki nastolatków. Po upływie pięciu minut padło aż (a może tylko?) 13 przekleństw.
Następnym miejscem był bar, do którego codziennie przychodzi sporo różnych klientów.
Postanowiliśmy przysłuchać się rozmowie kilku mężczyzn, którzy dokładnie opisywali pewne „zjawisko”. Podczas dyskusji padło 16 przekleństw (i znów: aż czy tylko?)
Kolejnym punktem „wycieczki wulgaryzmoznawczej” był budynek gimnazjum. Spotkałyśmy grupkę dziewcząt, które rozmawiały o pewnej osobie. Podczas wymiany zdań padło 6 wulgarnych słów.
Podsumowując te trzy sytuacje zauważyłyśmy, że członkowie naszej społeczności dbają nie tylko o własny rozwój intelektualny... Osoby te starają się także „zwulgaryzować” innych – w końcu… z jakim przystajesz, takim się stajesz, prawda?.
Aby poznać przyczynę tego zjawiska przeprowadziliśmy krótką ankietę, która dostarczyła nam informacji dotyczących przyczyn używania wulgaryzmów we współczesnym świecie.
Najpierw na pytanie odpowiedziała młodzież. 61% respondentów uważa, że przyczyną częstego używania wulgaryzmów jest wpływ rówieśników i chęć zaimponowania im tyle samo osób ankietowanych uważa, że młodzież używa wulgaryzmów przez stres i w sytuacjach zdenerwowania. Z kolei 34% sądzi że młodzi ludzie używają wulgaryzmów dlatego, że rodzice przeklinają. Natomiast tylko 5% młodych osób stwierdziło, że wulgaryzmy u młodzieży spowodowane są przez oddziaływanie środków masowego przekazu.
Następnie na tę samą ankietę odpowiedziały osoby dorosłe. 47% dorosłych respondentów uważa, że przyczyną częstego używania wulgaryzmów jest wpływ rówieśników i chęć zaimponowania im. 41% sądzi, że młodzież używa wulgaryzmów przez stres i w sytuacjach zdenerwowania. Natomiast 8% ankietowanych uważa, że wulgaryzmy u młodzieży spowodowane są przez oddziaływanie środków masowego przekazu. 4% uważa także, że wulgaryzm u młodzieży spowodowany jest tym, że rodzice przeklinają.
A jak jest w całym kraju? Czy przeklinanie weszło w nawyk całemu narodowi? Według ankiety CBOS „ponad 27% społeczeństwa przyznaje się,
że używa wulgaryzmów”. Natomiast „2/3 społeczeństwa używa przekleństw
w czasie stresu, zdenerwowania”. Wśród osób ankietowanych przez CBOS większość to dorośli, natomiast małą część tych osób stanowi młodzież.
Podsumowując wszystkie informacje dotyczące wulgaryzmów, można dojść do wniosku, że część naszej społeczności potrzebuje przemiany. Ludzie używający wulgaryzmów wcale nie są bardziej lubiani i popularni dzięki „słowom”, których używają. Są to po prostu osoby, które niczego ciekawego nie potrafią sobą zaprezentować.
Jeśli nie chcesz stać się „wulgarnym prostakiem”, to zamiast przekleństw zacznij uczyć się języków obcych. Dzięki temu będziesz miał ciekawszą osobowość i na pewno wspaniale odnajdziesz się w towarzystwie.
Wulgaryzmy to broń słabych ludzi, po którą niestety, sięgają i ci najlepsi.
Monika Brońska
Iwona Mól
Gimnazjum
w Stróżach, kl. 1b
w powiecie nowosądeckim.
Podczas spaceru, pobytu w sklepie oraz pubie, starałyśmy się policzyć, ile wulgaryzmów padnie w czasie rozmów.
Pierwszym miejscem był sklep, gdzie podczas robienia zakupów przysłuchiwałyśmy się rozmowie grupki nastolatków. Po upływie pięciu minut padło aż (a może tylko?) 13 przekleństw.
Następnym miejscem był bar, do którego codziennie przychodzi sporo różnych klientów.
Postanowiliśmy przysłuchać się rozmowie kilku mężczyzn, którzy dokładnie opisywali pewne „zjawisko”. Podczas dyskusji padło 16 przekleństw (i znów: aż czy tylko?)
Kolejnym punktem „wycieczki wulgaryzmoznawczej” był budynek gimnazjum. Spotkałyśmy grupkę dziewcząt, które rozmawiały o pewnej osobie. Podczas wymiany zdań padło 6 wulgarnych słów.
Podsumowując te trzy sytuacje zauważyłyśmy, że członkowie naszej społeczności dbają nie tylko o własny rozwój intelektualny... Osoby te starają się także „zwulgaryzować” innych – w końcu… z jakim przystajesz, takim się stajesz, prawda?.
Aby poznać przyczynę tego zjawiska przeprowadziliśmy krótką ankietę, która dostarczyła nam informacji dotyczących przyczyn używania wulgaryzmów we współczesnym świecie.
Najpierw na pytanie odpowiedziała młodzież. 61% respondentów uważa, że przyczyną częstego używania wulgaryzmów jest wpływ rówieśników i chęć zaimponowania im tyle samo osób ankietowanych uważa, że młodzież używa wulgaryzmów przez stres i w sytuacjach zdenerwowania. Z kolei 34% sądzi że młodzi ludzie używają wulgaryzmów dlatego, że rodzice przeklinają. Natomiast tylko 5% młodych osób stwierdziło, że wulgaryzmy u młodzieży spowodowane są przez oddziaływanie środków masowego przekazu.
Następnie na tę samą ankietę odpowiedziały osoby dorosłe. 47% dorosłych respondentów uważa, że przyczyną częstego używania wulgaryzmów jest wpływ rówieśników i chęć zaimponowania im. 41% sądzi, że młodzież używa wulgaryzmów przez stres i w sytuacjach zdenerwowania. Natomiast 8% ankietowanych uważa, że wulgaryzmy u młodzieży spowodowane są przez oddziaływanie środków masowego przekazu. 4% uważa także, że wulgaryzm u młodzieży spowodowany jest tym, że rodzice przeklinają.
A jak jest w całym kraju? Czy przeklinanie weszło w nawyk całemu narodowi? Według ankiety CBOS „ponad 27% społeczeństwa przyznaje się,
że używa wulgaryzmów”. Natomiast „2/3 społeczeństwa używa przekleństw
w czasie stresu, zdenerwowania”. Wśród osób ankietowanych przez CBOS większość to dorośli, natomiast małą część tych osób stanowi młodzież.
Podsumowując wszystkie informacje dotyczące wulgaryzmów, można dojść do wniosku, że część naszej społeczności potrzebuje przemiany. Ludzie używający wulgaryzmów wcale nie są bardziej lubiani i popularni dzięki „słowom”, których używają. Są to po prostu osoby, które niczego ciekawego nie potrafią sobą zaprezentować.
Jeśli nie chcesz stać się „wulgarnym prostakiem”, to zamiast przekleństw zacznij uczyć się języków obcych. Dzięki temu będziesz miał ciekawszą osobowość i na pewno wspaniale odnajdziesz się w towarzystwie.
Wulgaryzmy to broń słabych ludzi, po którą niestety, sięgają i ci najlepsi.
Monika Brońska
Iwona Mól
Gimnazjum
w Stróżach, kl. 1b
PIJĘ, ŻEBY ZAPOMNIEĆ… ŻEBY ZAPOMNIEĆ, ŻE SIĘ WSTYDZĘ…
PIJĘ, ŻEBY ZAPOMNIEĆ…
ŻEBY ZAPOMNIEĆ, ŻE SIĘ WSTYDZĘ…
,,Trzeba pić do dna, by dojść do dna swej duszy. A że dna tego w rzeczywistości nie ma, więc im głębiej się schodzi, tym większą ciemność się widzi i zapanowuje ochota skończenia ze sobą, w czym też alkohol pomaga, przynosząc zamiast śmierci utratę świadomości”
A. Kępiński
Czy zastanawialiście się nad tym, ile rodzin cierpi przez swoich bliskich, którzy mają problemy z alkoholem? Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nie staramy się z tym walczyć? Czy tak powinno być?
Badania dowodzą, że, choroby spowodowane piciem alkoholu występują u ok. 50% mężczyzn i 10% kobiet. Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta nie rozpoznaje jednak uzależnienia od alkoholu u większości swoich pacjentów. Dotyczy to zwłaszcza uzależnienia u kobiet. Nam też trudno rozpoznać, czy człowiek pije, bo chce, pije dla towarzystwa, pije dlatego, że ma jakiś kłopot czy może pije, bo… jest alkoholikiem…
Pewna dziewczyna pisze na forum internetowym:
Hej
Mam 13 lat i moja mama pije od jakiś 6-7 lat. Mój tata nie żyje! Moja mama pije bardzo często, co miesiąc, a ciąg trwa od 2 do 3 tygodni. Mam jeszcze siostrę i brata, ale oni wyprowadzili się i nie chcą mieć z mamą kontaktu. Jest mi bardzo ciężko, bo nie mam zbyt wielkiej rodziny. Tak bardzo mi trudno patrzeć na nią jak się zatacza Codziennie płaczę. Mama uważa, że jeśli nie chce pić, to nie będzie piła. Ale ona nie pije dopiero jak kończą się jej pieniądze. Czeka do następnej renty i znowu. Nie chce iść na terapię, uważa że jej nie potrzebuje. Ja już nie daję sobie rady z tym wszystkim. Nikt nie może przemówić jej do rozsądku. Mam już tego naprawdę dość. Wstydzę się kogoś zaprosić do domu nawet na chwilę. Jest mi bardzo ciężko. A wstydzę się iść do jakiegoś psychologa, tutaj jestem przynajmniej anonimowa. Proszę powiedzcie mi, co mam zrobić, jak sobie z tym radzić. I przede wszystkim jak przekonać mamę do terapii. Ja już naprawdę nie mam siły dłużej walczyć...
Co o alkoholizmie myśli człowiek mający z nim problem?:
- Alkoholik myśli, że alkohol odpręża i daje ulgę, redukuje napięcie i niepokój, osłabia poczucie winy, ośmiela, ułatwia zaśnięcie itp.
- Alkoholik odkrył, że picie poprawia mu nastrój, pozwala czuć się lepiej. Wydaje to mu się błogosławieństwem, a nie przekleństwem. Lekarstwem, a nie trucizną. Na kilka godzin znikają kłopoty i lęki, napięte nerwy doznają odprężenia i wszystkie problemy są rozwiązane.
- Alkoholik twierdzi, że nikt nie ma prawa mówić mu, co on powinien robić, że tylko on sam może rozkazywać innym.
Niestety młodzież również sięga po alkohol. Terapeuta grupy AA stwierdza, że głównymi powodami są: spodziewanie się świetnej zabawy (w 25%), oczekiwanie poczucia odprężenia (w 20%), zwiększenie możliwości bycia bardziej towarzyskim i przyjaznym w stosunku do otoczenia (w 19,1%), zapomnienie o problemach (w 17,8%), oczekiwanie poczucia szczęścia (w 13,5%).
,,Alkoholik ciągle chce pić. Niech przekona się, jak smakują łzy jego żony i dzieci”
Nie trzeba sobie zadawać pytania, czy w naszym środowisku istnieje problem alkoholizmu, wystarczy się rozejrzeć – nie trzeba długo szukać…
Od rana zobaczyć można stojących pod sklepem mężczyzn, „zajadających” się na śniadanie odżywczym i bogatym w witaminy alkoholem, w niedzielę po kościele – najlepsze piwko, do rozwiązania problemów rodzinnych, o których słyszy cała wieś – na odwagę piwko, do pracy w polu – nie ma jak piwko, a to, że potem trzeba jechać traktorem czy samochodem – to nie ma znaczenia. Wszystko jednak do czasu…
Autorzy: Wiola Szwarga ,
Patrycja Wilki,
Beata Sokulska
ŻEBY ZAPOMNIEĆ, ŻE SIĘ WSTYDZĘ…
,,Trzeba pić do dna, by dojść do dna swej duszy. A że dna tego w rzeczywistości nie ma, więc im głębiej się schodzi, tym większą ciemność się widzi i zapanowuje ochota skończenia ze sobą, w czym też alkohol pomaga, przynosząc zamiast śmierci utratę świadomości”
A. Kępiński
Czy zastanawialiście się nad tym, ile rodzin cierpi przez swoich bliskich, którzy mają problemy z alkoholem? Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nie staramy się z tym walczyć? Czy tak powinno być?
Badania dowodzą, że, choroby spowodowane piciem alkoholu występują u ok. 50% mężczyzn i 10% kobiet. Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta nie rozpoznaje jednak uzależnienia od alkoholu u większości swoich pacjentów. Dotyczy to zwłaszcza uzależnienia u kobiet. Nam też trudno rozpoznać, czy człowiek pije, bo chce, pije dla towarzystwa, pije dlatego, że ma jakiś kłopot czy może pije, bo… jest alkoholikiem…
Pewna dziewczyna pisze na forum internetowym:
Hej
Mam 13 lat i moja mama pije od jakiś 6-7 lat. Mój tata nie żyje! Moja mama pije bardzo często, co miesiąc, a ciąg trwa od 2 do 3 tygodni. Mam jeszcze siostrę i brata, ale oni wyprowadzili się i nie chcą mieć z mamą kontaktu. Jest mi bardzo ciężko, bo nie mam zbyt wielkiej rodziny. Tak bardzo mi trudno patrzeć na nią jak się zatacza Codziennie płaczę. Mama uważa, że jeśli nie chce pić, to nie będzie piła. Ale ona nie pije dopiero jak kończą się jej pieniądze. Czeka do następnej renty i znowu. Nie chce iść na terapię, uważa że jej nie potrzebuje. Ja już nie daję sobie rady z tym wszystkim. Nikt nie może przemówić jej do rozsądku. Mam już tego naprawdę dość. Wstydzę się kogoś zaprosić do domu nawet na chwilę. Jest mi bardzo ciężko. A wstydzę się iść do jakiegoś psychologa, tutaj jestem przynajmniej anonimowa. Proszę powiedzcie mi, co mam zrobić, jak sobie z tym radzić. I przede wszystkim jak przekonać mamę do terapii. Ja już naprawdę nie mam siły dłużej walczyć...
Co o alkoholizmie myśli człowiek mający z nim problem?:
- Alkoholik myśli, że alkohol odpręża i daje ulgę, redukuje napięcie i niepokój, osłabia poczucie winy, ośmiela, ułatwia zaśnięcie itp.
- Alkoholik odkrył, że picie poprawia mu nastrój, pozwala czuć się lepiej. Wydaje to mu się błogosławieństwem, a nie przekleństwem. Lekarstwem, a nie trucizną. Na kilka godzin znikają kłopoty i lęki, napięte nerwy doznają odprężenia i wszystkie problemy są rozwiązane.
- Alkoholik twierdzi, że nikt nie ma prawa mówić mu, co on powinien robić, że tylko on sam może rozkazywać innym.
Niestety młodzież również sięga po alkohol. Terapeuta grupy AA stwierdza, że głównymi powodami są: spodziewanie się świetnej zabawy (w 25%), oczekiwanie poczucia odprężenia (w 20%), zwiększenie możliwości bycia bardziej towarzyskim i przyjaznym w stosunku do otoczenia (w 19,1%), zapomnienie o problemach (w 17,8%), oczekiwanie poczucia szczęścia (w 13,5%).
,,Alkoholik ciągle chce pić. Niech przekona się, jak smakują łzy jego żony i dzieci”
Nie trzeba sobie zadawać pytania, czy w naszym środowisku istnieje problem alkoholizmu, wystarczy się rozejrzeć – nie trzeba długo szukać…
Od rana zobaczyć można stojących pod sklepem mężczyzn, „zajadających” się na śniadanie odżywczym i bogatym w witaminy alkoholem, w niedzielę po kościele – najlepsze piwko, do rozwiązania problemów rodzinnych, o których słyszy cała wieś – na odwagę piwko, do pracy w polu – nie ma jak piwko, a to, że potem trzeba jechać traktorem czy samochodem – to nie ma znaczenia. Wszystko jednak do czasu…
Autorzy: Wiola Szwarga ,
Patrycja Wilki,
Beata Sokulska
AFRYKAŃSKI RAJ...
Afrykański raj
Pani Halina Mika, znana społeczności lokalnej jako właścicielka restauracji „Pałacyk pod Różą”, w październiku 2003 r. miała okazję być w Sun City
w Republice Południowej Afryki (RPA). Nam zdradza tajemnice swojego wyjazdu.
W jakim celu wyjechała Pani do RPA i jak tam Pani dotarła?
Do RPA wyjechaliśmy z mężem w celach turystyczno-krajoznawczych na zaproszenie fabryki klejów „Atlas”. Nasza podróż była dość długa. Z Warszawy polecieliśmy samolotem do Zurychu - podróż trwała ok.3 godzin, a następnie z Zurychu do Johannesburga. Ten lot trwał aż 16 godzin. Na szczęście samolot był duży, mieścił ponad 300 osób. Z Johannesburga pojechaliśmy autokarami do Sun City – afrykańskiego miasteczka zbudowanego na pustyni na wzór Las Vegas. Było tam dużo ekskluzywnych hoteli wraz z kasynami, otoczonych tropikalnymi ogrodami, po których spacerowały dzikie zwierzęta.
Gdzie Pani mieszkała? Jakie były tam warunki?
Mieszkaliśmy w jednym z przepięknych hoteli. Z okna mieliśmy widok na ogrody i baseny.
W hotelu było siedem restauracji. W restauracji „Ogrodowej”, do której przychodziliśmy
na obiady, odwiedzały nas małpy. Gdy tylko kelnerzy na moment zniknęli z sali, małpy natychmiast pojawiały się na stołach szwedzkich i konsumowały nasze jedzenie oraz chowały pod pachami wszystko, co popadnie! Obsługa hotelu płoszyła je specjalnym zraszaczem z wodą.
Jaka była pogoda w Sun City ? W co się Pani najczęściej ubierała?
W RPA jest bardzo zróżnicowany klimat i pogoda może diametralnie zmienić się z godziny
na godzinę. W Afryce byliśmy w październiku – wtedy trwała tam wiosna, wszystkie drzewa
i rośliny zakwitały. W Sun City temperatura wynosiła od 25 do 30 stopni Celsjusza. Dla Polaków to upał -najczęściej zakładałam więc krótkie spodenki i koszulkę.
Przeżyła Pani w Afryce jakiś niezwykłe przygody?
Oczywiście – wiele! Kiedyś z mężem wybraliśmy się na spacer po ogrodzie między jednym
a drugim hotelem. Nagle przybiegło do nas stado małych małp oczekujących od nas jedzenia, a ponieważ my nic przy sobie nie mieliśmy, okazywały nam swoją niechęć i chciały zaatakować – podbiegały i piszczały, niczym rozwścieczone psy! Na szczęście udało nam się je przegonić.
Pamiętam także, jak wybraliśmy się na wycieczkę na farmę krokodyli. Było ich tam aż 3500! Mojemu mężowi czapka spadła wprost do miejsca, gdzie wylegiwały się krokodyle! Bardzo chciał ją odzyskać, jednak nie mógł.
Dodatkową atrakcją był dzień spędzony na safari. Ogromnym przeżyciem było oglądanie dzikich zwierząt z bliska. Przejeżdżaliśmy obok dużego stada zebr, antylop kudu, żyraf, słoni, z bliska oglądaliśmy lwicę konsumującą małpę, wylegującego się lwa oraz kąpiące się hipopotamy.
Mieliśmy również okazję wziąć udział w „wieczorze afrykańskim”, na którym serwowano tradycyjne afrykańskie dania. Miałam przyjemność skosztować między innymi mięsa
z antylopy kudu, czy steku z krokodyla.
Czy była Pani w innych miejscach RPA?
Tak. Zwiedzaliśmy stolicę RPA – Pretorię. Potem pojechaliśmy do Kapsztadu, skąd wyjechaliśmy obrotową kolejką na Górę Stołową i zachwycaliśmy się przepięknymi widokami.
Mieliśmy także okazję stanąć na Przylądku Dobrej Nadziei (Cape Point), skąd podziwialiśmy miejsce styku trzech oceanów – Spokojnego, Atlantyckiego i Indyjskiego. Wpatrując się
w ocean, można było dostrzec wieloryby. Było tam też bardzo dużo pingwinów.
Jakie pamiątki przywiozła Pani z tej podróży?
Kupiłam drewnianą, metrową żyrafę , którą było bardzo trudno przetransportować
do Polski, ponieważ na wszystkich lotniskach stanowiła ogromny problem, wszędzie chciano mi ją odebrać, a ja za każdym razem musiałam błagać obsługę , żeby tego nie robiła. Z Afryki przywiozłam także bęben, drewniane słonie, suszone kokosy, jednak najważniejszą dla mnie pamiątką są muszle i kamienie zebrane przez mojego męża na Przylądku Dobrej Nadziei.
Jakie ma pani wspomnienia z tej podróży? Co się w niej pani podobało najbardziej?
Na Przylądku Dobrej Nadziei było cudownie. Jedynie tam miałam zasięg w telefonie, więc mogłam stamtąd zadzwonić do córek i z nimi porozmawiać. Oczywiście nigdy nie zapomnę cudownego miasta Sun City i tych małp, które skakały po samochodach i po stołach!
Czy zdecydowałaby się pani na ponowny wyjazd do RPA?
Marzę, by do Sun City zabrać moje dzieci. Mam nadzieję, że się to spełni.
Mariola Zając
Zuzanna Mika
Klasa 1a
Gimnazjum w Stróżach
Pani Halina Mika, znana społeczności lokalnej jako właścicielka restauracji „Pałacyk pod Różą”, w październiku 2003 r. miała okazję być w Sun City
w Republice Południowej Afryki (RPA). Nam zdradza tajemnice swojego wyjazdu.
W jakim celu wyjechała Pani do RPA i jak tam Pani dotarła?
Do RPA wyjechaliśmy z mężem w celach turystyczno-krajoznawczych na zaproszenie fabryki klejów „Atlas”. Nasza podróż była dość długa. Z Warszawy polecieliśmy samolotem do Zurychu - podróż trwała ok.3 godzin, a następnie z Zurychu do Johannesburga. Ten lot trwał aż 16 godzin. Na szczęście samolot był duży, mieścił ponad 300 osób. Z Johannesburga pojechaliśmy autokarami do Sun City – afrykańskiego miasteczka zbudowanego na pustyni na wzór Las Vegas. Było tam dużo ekskluzywnych hoteli wraz z kasynami, otoczonych tropikalnymi ogrodami, po których spacerowały dzikie zwierzęta.
Gdzie Pani mieszkała? Jakie były tam warunki?
Mieszkaliśmy w jednym z przepięknych hoteli. Z okna mieliśmy widok na ogrody i baseny.
W hotelu było siedem restauracji. W restauracji „Ogrodowej”, do której przychodziliśmy
na obiady, odwiedzały nas małpy. Gdy tylko kelnerzy na moment zniknęli z sali, małpy natychmiast pojawiały się na stołach szwedzkich i konsumowały nasze jedzenie oraz chowały pod pachami wszystko, co popadnie! Obsługa hotelu płoszyła je specjalnym zraszaczem z wodą.
Jaka była pogoda w Sun City ? W co się Pani najczęściej ubierała?
W RPA jest bardzo zróżnicowany klimat i pogoda może diametralnie zmienić się z godziny
na godzinę. W Afryce byliśmy w październiku – wtedy trwała tam wiosna, wszystkie drzewa
i rośliny zakwitały. W Sun City temperatura wynosiła od 25 do 30 stopni Celsjusza. Dla Polaków to upał -najczęściej zakładałam więc krótkie spodenki i koszulkę.
Przeżyła Pani w Afryce jakiś niezwykłe przygody?
Oczywiście – wiele! Kiedyś z mężem wybraliśmy się na spacer po ogrodzie między jednym
a drugim hotelem. Nagle przybiegło do nas stado małych małp oczekujących od nas jedzenia, a ponieważ my nic przy sobie nie mieliśmy, okazywały nam swoją niechęć i chciały zaatakować – podbiegały i piszczały, niczym rozwścieczone psy! Na szczęście udało nam się je przegonić.
Pamiętam także, jak wybraliśmy się na wycieczkę na farmę krokodyli. Było ich tam aż 3500! Mojemu mężowi czapka spadła wprost do miejsca, gdzie wylegiwały się krokodyle! Bardzo chciał ją odzyskać, jednak nie mógł.
Dodatkową atrakcją był dzień spędzony na safari. Ogromnym przeżyciem było oglądanie dzikich zwierząt z bliska. Przejeżdżaliśmy obok dużego stada zebr, antylop kudu, żyraf, słoni, z bliska oglądaliśmy lwicę konsumującą małpę, wylegującego się lwa oraz kąpiące się hipopotamy.
Mieliśmy również okazję wziąć udział w „wieczorze afrykańskim”, na którym serwowano tradycyjne afrykańskie dania. Miałam przyjemność skosztować między innymi mięsa
z antylopy kudu, czy steku z krokodyla.
Czy była Pani w innych miejscach RPA?
Tak. Zwiedzaliśmy stolicę RPA – Pretorię. Potem pojechaliśmy do Kapsztadu, skąd wyjechaliśmy obrotową kolejką na Górę Stołową i zachwycaliśmy się przepięknymi widokami.
Mieliśmy także okazję stanąć na Przylądku Dobrej Nadziei (Cape Point), skąd podziwialiśmy miejsce styku trzech oceanów – Spokojnego, Atlantyckiego i Indyjskiego. Wpatrując się
w ocean, można było dostrzec wieloryby. Było tam też bardzo dużo pingwinów.
Jakie pamiątki przywiozła Pani z tej podróży?
Kupiłam drewnianą, metrową żyrafę , którą było bardzo trudno przetransportować
do Polski, ponieważ na wszystkich lotniskach stanowiła ogromny problem, wszędzie chciano mi ją odebrać, a ja za każdym razem musiałam błagać obsługę , żeby tego nie robiła. Z Afryki przywiozłam także bęben, drewniane słonie, suszone kokosy, jednak najważniejszą dla mnie pamiątką są muszle i kamienie zebrane przez mojego męża na Przylądku Dobrej Nadziei.
Jakie ma pani wspomnienia z tej podróży? Co się w niej pani podobało najbardziej?
Na Przylądku Dobrej Nadziei było cudownie. Jedynie tam miałam zasięg w telefonie, więc mogłam stamtąd zadzwonić do córek i z nimi porozmawiać. Oczywiście nigdy nie zapomnę cudownego miasta Sun City i tych małp, które skakały po samochodach i po stołach!
Czy zdecydowałaby się pani na ponowny wyjazd do RPA?
Marzę, by do Sun City zabrać moje dzieci. Mam nadzieję, że się to spełni.
Mariola Zając
Zuzanna Mika
Klasa 1a
Gimnazjum w Stróżach
KONIEC
Dnia 27.05 odbyło się ostatnie spotkanie projektu.
Jedni odetchnęli z ulgą, a drudzy?
Artykuły gotowe, a więc...
Poniżej opublikuję nasze artykuły. Myślę, że Wam się spodobają ;)
Do zobaczenia . . .
Jedni odetchnęli z ulgą, a drudzy?
Artykuły gotowe, a więc...
Poniżej opublikuję nasze artykuły. Myślę, że Wam się spodobają ;)
Do zobaczenia . . .
sobota, 21 maja 2011
DRODZY BLOGGERZY!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





